Aktualności
Wybory 2010
Wybory Parlamentarne 2007
O sobie
Program
Senat
Publicystyka (teksty)
O regionie Lubuskim
O Gorzowie
Objazd od północy
Gorzów nie zapomni ...
Trzy pytania do prezydenta T. Jędrzejczaka
List do Pani Krystyny Nowak
O sali koncertowej raz jeszcze
Sytuacja Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp.
Ja tu zostaje, nie wstydzę się mojego miasta
Posłanie na 750lecie Gorzowa
Konferencja BPH
O śmierci Ś. P. Zbigniewa Kunika
5 ludzi którzy wstrząsnęli miastem
Gorzów tak - Wielkopolski nie.
Ludzie z tamtych lat - Florian Kroenke
U progu jubileuszu
750-lecie Gorzowa
Etyka
Listy
Ogólnie
Galeria
Informacje prasowe
Kontakt
Spot wyborczy
Deklaracja członkowska








O Gorzowie

Gorzów tak - Wielkopolski nie.

OPINIA HENRYK M. WOŹNIAK

Przyszło nam żyć bez wątpienia w ciekawych czasach. Koniec nie tylko wieku, ale i tysiąclecia jest dla wielu okazją do szczególnych refleksji. Tryumfalizm wynikający z zachwytu nad wielkością człowieka, jego wręcz niewyobrażalnymi w XX wieku osiągnięciami, miesza się ze skrajnym fatalizmem (upadek obyczajów, wielorakie zagrożenia cywilizacyjne itp.). To są globalne dylematy egzystencjalne,  od których oczywiście także i my gorzowianie. wolni nie jesteśmy. Mamy jednak również własne sprawy, od których uciec nie możemy, własne rachunki, które winniśmy uregulować przed końcem tego wieku. Wszyscy wiemy, jak bardzo ważne są: mieszkania, obwodnice, woda. kanalizacja itd., a więc to, co stanowi o naszej codzienności. Te problemy trzeba oczywiście podejmować i rozwiązywać co dzień. Są jednak sprawy niecodzienne, lecz jakże ważne, nasze i   gorzowskie imponderabilia. O nich moja dziś refleksja.

Brak wielkopolskich korzeni

 Gwoli przypomnienia, w 1995 r. zaprosiłem do dyskusji o nazwie naszego miasta, zaś nieco później o poszerzeniu jego granic. Jednakże niebywałe upolitycznienie tej dyskusji oraz formalne wstrzymanie tego rodzaju zmian przez ówczesny Urząd Rady Ministrów, w związku z zaawansowaniem prac nad reformą ustroju administracyjnego państwa, spowodowały wyhamowanie wstępnych prac podjętych przez Zarząd Miasta. Dziś reformę ustrojową mamy za sobą. a jej rezultat tym bardziej skłania do powrotu do sprawy.

Wiemy dobrze, iż nazwa Gorzów Wielkopolski nie jest nazwą historycznie w pełni zasadną. Nie mani zamiaru wyręczać historyków, powiem jedynie, iż w polskiej tradycji historycznej, oprócz niemieckiej nazwy Landsberg an der Warthe. występowała nazwa polska, utrwalona w XIX-wiecznym piśmiennictwie. GORZEW - taką właśnie nazwę naszego miasta można odczytać na kartach wydanego w 1848 r. w Warszawie, w oficynie Samuela Orgelbranda. dzieła „Starożytna Polska pod względem historycznym, jeograficznym i statystycznym".

W jeszcze innym dziele - „Polska w kształcie dykcjonarza hisloryczno-statystyczno-jeograficznego". wydanym w 1838 r. w Paryżu, pojawia się nazwa GORZEW. Również, polską nazwę miasta, w brzmieniu współczesnym, tj. Gorzów, można spotkać na mapie ,,Królestwa Polskiego..." wydrukowanej na przełomie wieków we Lwowie (dla tego właśnie waloru zakupiłem egzemplarz tej mapy do gabinetu prezydentów Gorzowa). Zapewne w potocznym obiegu nazwa polska funkcjonowała już w XVIII w.. a może jeszcze znacznie wcześniej.

Wobec powyższych faktów nie mam najmniejszej wątpliwości, iż uszanowanie polskiej historii wymaga właśnie oczyszczenia nazwy miasta z niepotrzebnego przymiotnika, który został dopisany w 1945 r. ręką nadgorliwego, lecz niestety niedouczonego urzędnika ministerialnego w Warszawie. Powtórzę raz jeszcze; zgadzając się na trwałość aktualnej nazwy miasta, okazujemy godny pożałowania brak szacunku dla własnej historii, a zatem brak szacunku dla naszych przodków! Wyrzekamy się nazwy. która posługiwali się Polacy w przeszłości, która ginie w pomroce dziejów ! Godzimy się natomiast na wrażenie przypadkowości, sztuczności nazwy naszego miasta!

Lekcja historii i geografii

Gdy w 1997 r. po renowacji w szczecińskim Archiwum Państwowym (przy okazji raz jeszcze dziękuję dyr. prof. Kozłowskiemu za okazaną pomoc) pokazałem delegacji przedwojennych mieszkańców naszego miasta na wspomnianej mapie Gorzów, a w nawiasie dopiero Landsberg an der Warthe. długo patrzyłem na ich zdumienie, wręcz osłupienie. W ich bowiem świadomości historycznej, ich mentalności, niemieckość miasta była absolutem, a jego polska nazwa czymś sztucznym, wymyślonym po ostatniej wojnie światowej. Zrozumiałe więc, iż to. co zobaczyli, musiało wywołać szok. Po tym wszystkim myślę, iż wiele innych argumentów przemawiających za oczyszczeniem nazwy miasta wydaje się być banalnymi. Choć warto także i o nich wspomnieć. Pierwszy z nich to geograficzno-historyczny. swego czasu poddany bardzo wnikliwej krytycznej analizie przez red. Jerzego Zysnarskiego. Drugi to sprawa metodologii. Zgodnie z zasadami onomastyki, w przypadku zbieżności członu głównego nazwy, przymiotnikiem dookreśla się nazwy mniejszych miejscowości. Zasadnie więc Gorzów, miasteczko leżące koło Kluczborka na Śląsku, nazywa się właśnie Śląskim. Trzeci to sprawa prestiżu miasta. Aktualne brzmienie nazwy wręcz ujmuje wielkości i randze miasta, sprawiając wrażenie, iż jest to miasteczko, gdyż wymaga dookreślenia nazwy przymiotnikiem wskazującym, niezbyt zresztą precyzyjnie, gdzie je szukać na mapie. Ponadto bardzo często w urzędowych dokumentach przymiotnik Wielkopolski w nazwie miast jest pisany błędnie Wlk. zamiast Wlkp. Czytanie nazwy swego miasta błędnie pisanej nie stanowi przyjemności. Argument czwarty - pragmatyzm. Sądzę, iż koszt funkcjonowania dzisiejszej nazwy miasta (druk, pieczęcie, tablice itp.) w czasie nawet jednego roku przewyższa koszty, jakie wynikłyby ze skrócenia nazwy. Piąty to kontekst administracyjny. Po reformie Gorzów... Wielkopolski stal się siedzibą wojewody lubuskiego!, czyż to nie brzmi zabawnie?

Nasza mała ojczyzna

Wierzę, że siła argumentów, nie ich ilość, przeważy i nazwa miasta powróci do pierwotnej. Nic ucierpi na tym zbytnio ani sentyment do Wielkopolski, w nas wszystkich bardzo silny i żywy, ani nasza kieszeń. Gdyby tak się nie stało, czyż nie bylibyśmy niczym barbarzyńcy nie znający i nie szanujący własnej historii, jej niegodni! 9 września 1945 r. w wypalonym śródmieściu na placu Wolności gorzowianie poświęcili i wmurowali kamień węgielny wraz z aktem erekcyjnym pomnika Wolności. Ten spontniczny zryw patriotyzmu nigdy się nie zmaterializował, być może dlatego, że wkrótce wolność inaczej zaczęła być rozumiana przez naród i jeszcze inaczej przez władzę. W miejscu niedoszłego pomnika Wolności, w 1957 r. stanął dumny Adam Mickiewicz. W 1995 r. reaktywowany został ten piękny, pionierski zamysł, jednakże bez powodzenia. Tym razem z kolei być może dlatego, iż był lansowany przez osoby związane z Unią Wolności. Ostatecznie nie uzyskał politycznej przecież akceptacji Rady Miejskiej. Dziś pozwalam sobie raz jeszcze wrócić do tego projektu, nie proponując jego formy, uważam bowiem, iż pomnik Wolności jest długiem naszego pokolenia wobec Pionierów i polskości Gorzowa. Pomnik ten, zawierając całą symbolikę, która legła u jego podstaw (erekcji), mógłby jednocześnie być poświęcony dziełu Pionierów, których już niewielu jest wśród nas. Dziś w Gorzowie właściwie nie ma miejsc-symboli, gdzie można by obchodzić dwa jakże ważne święta: państwowe

- Konstytucji 3 Maja oraz miejskie

- Dzień Pioniera.

Byłoby więc rzeczą naturalną, aby patronat nad budową pomnika, ufundowanego przez społeczeństwo miasta i powiatu(?), sprawowali wspólnie wojewoda lubuski oraz pionierzy Gorzowa. Do kanonu lokalnej symboliki tworzącej klimat ojcowizny, małej ojczyzny, oprócz sztandaru, herbu, flagi, barw miejskich, wielkiej pieczęci zaliczyć także hejnał miasta. W kadencji władz miejskich 1994-1998 system oficjalnych gorzowskich symboli zaplanowany został kompleksowo, lecz zrealizowany nie w pełni. Projekt jego ustanowienia (uchwała wraz z kompozycją) jest gotowy od 1997 r. i czeka na rozstrzygnięcie Rady Miejskiej. Wierzę, że dokona się to wkrótce. Mógłby powiedzieć ktoś. po co to wszystko w jednoczącej się przecież Europie? Odpowiedziałbym banalnie. Jakkolwiek Europa staje się coraz bardziej i coraz szybciej wspólnym domem zamieszkujących ją narodów, to jednak o pozycji lokatorów tego wspólnego domu jeszcze bardzo długo decydować będzie ich kulturowe bogactwo. Jestem więc przekonany, że integrując się, warto rozbudzać naszą tożsamość i narodową, i lokalną, bo to ona przecież stanowi o naszej pozytywnej odmienności, atrakcyjności. Chcę wierzyć, iż w tym szczególnym czasie zamykającym całą epokę, my, gorzowianie, zdolni jesteśmy do zgodnego zakończenia dawno rozpoczętych oraz naprawienia kiedyś popsutych ważnych spraw publicznych.

Gorzów to przecież „res communis". nasze dobro wspólne, dajmy temu wyraz!

Gazeta Zachodnia - aktualności